|
|
Przeprowadzone interwencje
W piątek dn. 19.09.2008 Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt " Podaj Łapę" dostało informację telefoniczną od "Arki" o tym, iż w schronisku w Żyrardowie przebywa pies z wiszącą szczęką. Następnego dnia pojechałyśmy tam aby zobaczyć co z tym psiakiem. Schronisko było uprzedzone o naszej wizycie.
Widok tego zwierzaka był porażający, szczęka wisząca, przekrzywiona, duża rana na pysku - nie oczyszczona, brudna, krew w szczęce i wydzielina, język na wierzchu. Szczęka nie była w żaden sposób zabezpieczona ani oczyszczona.
Pies był przerażony, nie pozwalał do siebie podejść, leżał skulony na podłodze, obok stała miska z wodą i sucha karma lekko namoczona, niestety on nie mógł gryźć ani pić...
Postanowiłyśmy natychmiast zabrać go do weterynarza, pracownik schroniska przeniósł nam go do samochodu, ponieważ widok i stan ogólny tego zwierzęcia nas przeraził i obawiałyśmy się same go wziąć, aby nie spowodować dalszych uszkodzeń ciała.
Gdy dotarłyśmy do lekarza weterynarii, ten sam musiał przez chwilę opanowywać swoje emocje.
Pies z miejsca trafił na stół, podano mu środki przeciwbólowe i uspokajające, został poddany ogólnym oględzinom. Następnie wykonano 2 zdjęcia RTG w znieczuleniu ogólnym, ponieważ ból był tak ogromny, że uniemożliwił jakiekolwiek działanie.
Oto pierwsza opinia weterynaryjna:
"Pies w stanie wycieńczenia, odwodniony, z silną deformacją żuchwy. (...) Złamanie otwarte trzonu żuchwy (...)
(...) wieloodłamowe złamanie gałęzi żuchwy(...)"
Z powodu ogromnego "dyskomfortu" jaki musiał odczuwać ten psiak i niepodjęcia się przez naszych weterynarzy operacji z bólem serca uznałyśmy, że jedynym wyjściem jest skrócenie jego męczarni.
Pięć godzin zajęła nam walka aby móc pomóc mu przejść za TM. W międzyczasie wykonałyśmy masę telefonów do różnych osób, aby skonsultować naszą decyzję i opowiedzieć o dramacie Hassana. Między innymi rozmawiałyśmy z kierowniczką schroniska, która bez emocji poinformowała nas, że Hassan przebywał tam od poniedziałku i miał zostać poddany eutanazji. Zgodziła się na uśpienie psa w lecznicy, w której przebywałyśmy pod warunkiem pokrycia przez Stowarzyszenie kosztów, a jeśli nie to miałyśmy odwieźć go do schroniska. Na nasze pytanie jak długo ma czekać tam na lekarza schroniskowego, który go uśpi odpowiedziała, że: może jutro, może w poniedziałek, a właściwie to wtedy, gdy się do niego dodzwoni.
W tej sytuacji powiedziałyśmy, że my pokryjemy koszty, ale przyjedziemy do niej po zgodę na wykonanie eutanazji.
Następnie poinformowała nas, że osoba odpowiedzialna za schronisko, czyli Dyrektor Targowiska Miejskiego kazała przywieźć psa do schroniska.
Decyzja ta wywołała u nas ogromne oburzenie i szok. Kierowniczce schroniska powiedziałyśmy, żeby przekazała nam numer telefonu do p. Dyrektor i same z nią porozmawiamy i później oddzwonimy. Zadzwoniłyśmy zatem do p. Dyrektor Targowiska, jednak nie odbierała ona telefonów z różnych numerów. Pani Ania - kierownik schroniska również przestała odbierać i zostałyśmy z psem na rękach, a schronisko było już zamknięte.
Jedna z osób wcześniej przez nas informowanych o nie szczęsiu Hassana zadzwoniła do nas z propozycją, że wspomoże psa finansowo. Pies na noc został u agaty-air, a w niedzielę z samego rana trafił do kliniki na Bemowie. Tam oczyszczono mu ranę, "włożono" żuchwę na swoje miejsce i zabezpieczono ją specjalnym opatrunkowym kagańcem a psiak pozostał na lecznicowym szpitalu pod opieką specjalistów.
Niestety Hasan mimo bardzo silnych leków cierpiał, ból powodował u niego napady paniki. Dziś odbyła się konsultacja chirurgiczno- stomatologiczna. Rokowania są tragiczne. Mimo, że jest 20% szans na powodzenie operacji lekarze zalecają eutanazje. Żadne leki nie uśmierzą bólu a 20%szans dotyczy sytuacji gdy, staw skroniowo żuchwowy nie jest zgruchotany doszczętnie a pies zostanie poddany 24 godzinnej opiece- nie będzie mógł być pozostawiony ani na chwilę sam. Hassan czekał tydzień na ratunek to radykalnie zmniejszyło jego szanse- nie tylko dostarczyło bólu którego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, doszło do ogromnego zapalenia całej jamy ustnej, zapalenia kości. Po operacji jest ogromna możliwość, że dojdzie do zapalenia okostnej- dla Hasana będzie to męczarnią, ból nie do zniesienia. W sytuacji gdy niekwestionowani specjaliści w tej dziedzinie są porażeni sytuacją i radzą eutanazję taka decyzja została właśnie przed chwilą przez nas podjęta (koleżanka rozmawia właśnie z weterynarzami).
Nie jesteśmy w stanie powstrzymać łez, złości i niedowierzania, że coś takiego się naprawdę wydarzyło. Powstała masa pytań: Jak to się mogło stać, że przez 6 dni nikt mu nie pomógł? Jak władze mogły na to pozwolić? Jak weterynarz w schronisku mógł zostawić go w takim stanie? Jak ten pies musiał cierpieć? i jedno z istotniejszych jak doszło do urazu. Uraz wskazuję, że, że jest "dzieło" człowieka. Hasan za 15 minut będzie biegał po zielonych łąkach, już na zawsze bezpieczny i szczęśliwy.
Hassan sprawił, że postanowiłyśmy dłużej nie myśleć o tym czy jak za mocno zaszumimy, uda nam się uratować kolejne zwierzę - to wszystko zaszło zbyt daleko. W dniu wczorajszym Arka złożyła powiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, pierwsi świadkowie zostali przesłuchani a dokumentacja schroniskowa zabezpieczona przez policję. Właściwie brak dokumentacji gdyż księgi leczenia zwierząt nie było...
We wrześniu 2008r przedstawiciel Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt "Podaj Łapę" Agata Rybkwoska wraz z Kariną Szwerzler z Biura Lobbingu Prozwierzęcego oraz przedstawicielem Fundacji Viva udała się do wsi Trzebowisko na interwencje dotyczącą stada zagłodzonych koni. Na miejscu zastaliśmy nieogrodzony teren na którym znajdowała się rozpadająca się stajnia. W środu budynku znajdowało się 18 koni, większość nieuwiązana (tratowały się nawzajem) w tragicznym stanie zdrowia. Stajnia była pozbawiona okien, zagrzybiała i zalegały w niej duże ilości starych odchodów. Jedna z klaczy kilka dni wcześniej się oźrebiła - jej "boks" był niczym nieodgrodzony od reszty stada, klacz była wychudzona i brudna. Interwencja trwała prawie 20godzin. W tym czasie min. karmiłyśmy i poiłyśmy konie - wiele w nich była skrajnie odwodniona.
Trzy konie w najgorszym stanie zostały natychmiastowo odebrane z art.6 i art.7 pkt.3 Ustawy o Ochronie Zwierząt - siwa klacz, gniady wałach, gniada klacz. Dzień później Inspekcja Weterynaryjna wystąpiła do wójta o odbiór reszty stada.
Konie przebywaja w zaprzyjaźnionych stajniach gdzie dochodzą do zdrowia. Prokuratura prowadzi postępowanie wobec właściciela koni o znęcanie się nad zwierzętami.
19 czerwca 2008r otrzymaliśmy prośbę o pomoc w sprawie zagłodzonych koni przebywających w Budach Grabskich, gmina Skierniewice:
"No on się nimi wcale nie opiekował... kupował konie jak najtaniej, tylko po to żeby mogły zarabiać... tzn. jeździł na nich każdy kto zapłacił...
Często zdarzało się że brakło jedzenia, ale on jakoś się tym nie przejmował...
widziałam jak czyścił Zwiastuna (tego gniadego hucułka) ... wrzeszczał na niego i jak wierzgnął nogą to za każdym razem dostawał po chrapach...
Więcej ten "stajenny" prowokował konia żeby oddał z zadu a gdy koń to zrobił kopał go w podbrzusze i mówił że jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie...
w tamtej stajni ponowała i panuje dziwna atmosfera... tam każde zwierze to przedmiot...
mi jeszcze ta dziewczyna opowiadała jak pies tego faceta zagryzł kota to ten go wziął w samochód zapakował do niego tez jakis kij/sikiere pojechał do lasu i wrócił bez psa"
Kobieta informująca o sytuacji dołączyła zdjęcia koni.
Wraz z przedstawicielem TOZu Piotrem S. przedstawiciel naszego Stoarzyszenia Agata Rybkowska udała się na miejsce by skontrolować dobrostan zwierząt. Sytuacja była przerażająca. Konie mimo ich złego stanu zdrowia były wykorzystywane do rekreacji. Uznaliśmy, że należy natychmiast odebrać zwierzęta. Wójt gminy Skierniewice podtrzymał naszą decyzję.
Siwa klacz oraz hucuł trafiły do zaprzyjaźnionej stajni Pani Moniki. Siwa w szybkim czasie powróciła do dobrej kondycji mimo, że jak wykazały opinie weterynaryjne choruje na czyraka skóry. Gdyby nie decyzja o podjęciu interwencji klacz ta prawdopodobnie odeszłaby za Tęczowy Most w krótkim czasie i ogromnym cierpieniu.
Prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie znęcania się nad zwierzętami przez właściciela koni.
Dziękujemy bardzo Pani Monice S. za cudowną opiekę nad tymi konikami oraz Komitetowi Pomocy dla Zwierząt z Tych za porady prawne :)
 Siwa |  Megi |  Siwa zanim trafiła do B.M. |  Megi 3 tygodnie po interwencji |
"Dobry" Pan odkupił Azę od sąsiada który od szczeniaka trzymał ją przywiązaną bez budy wśród gnojówki.
Potem mieszkała na działce gdzie nie było jej wcale lepiej niż u poprzedniego właściciela.
Następnie trafiła do córki "dobrego" Pana, która nie raz sunię skatowała.
Po pół roku trafiła do Cyganki. Tam też była bita, trzymana całe życie w kagańcu (nawet gdy urodziła szczenięta) oraz przywiązana do słupa na półmetrowej smyczy.
Aza miała rany na plecach, leciała jej krew z nosa i pyska, miała przerośnięte pazury oraz wiele blizn i ran na ciele oraz psychice.
Życie dopisało piękne zakończenie tej, jakże dobitnie ukazującej okrucieństwo ludzi, historii.
Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt "Podaj Łapę" oraz Biuro Lobbingu Prozwierzęcego przeprowadziło interwencję odebrania psów oraz złożyło zawiadomienie na policję o popełnieniu przestępstwa (postępowanie wobec katów Azy jest prowadzone).
Fundacja Nadzieja Dobermana brawurowo zaopiekowała się Azą a następnie wyadoptowała sunię i szczeniaki do wspaniałych domów.
|